Spotkanie z Pustynią (Peru 2026)
Po spotkaniu z Oceanem spotykam Pustynię.
Archetypowo jest ona jednym z najstarszych symboli przejścia, inicjacji i ogołocenia.
Jeśli ocean jest archetypem źródła, łona, Wielkiej Matki i potencjału życia, to pustynia jest miejscem, gdzie człowiek zostaje sam ze sobą.
I czuję, że nie znalazłam się tutaj przypadkiem. Zwłaszcza, gdy myślę o kolejności.
Przyjechałam do Huacachiny na zachód słońca.
Siedząc pośród wydm, miałam poczucie, że pustynia nie daje odpowiedzi.
Ona zabiera.
Zabiera hałas.
Zabiera rozproszenia.
Zabiera to, co zbędne.
Pozostawia jedynie ciszę.
Taką, która wypełnia od środka.
Bezkres.
Od wielu miesięcy przechodzę przez czas głębokich zmian.
Zakończeń.
Odejść.
Coraz głębszych spotkań ze sobą poprzez procesy i oddech.
Patrząc dziś, jak słońce chowa się za wydmami, pomyślałam o wszystkim, co już się dopełniło.
O rolach, które nosiłam.
O historiach, które tworzyłam i opowiadałam o sobie.
O wersjach mnie, które pomogły mi dojść do tego miejsca.
O miejscach, które już nie są moje…
I poczułam wdzięczność.
Bo nie chodzi o odrzucenie tego, kim byłam.
Chodzi o to, żeby z miłością i wdzięcznością pozwolić temu odejść.
Tak jak słońce pozwala sobie zajść.
Dziękuję za wszystkie role, które pomogły mi dojść do tego miejsca.
Dziękuję za kobietę, którą byłam.
Pozwalam jej odejść z miłością.
Nie muszę już nią być.
Coraz mocniej czuję, że ta podróż nie jest o odkrywaniu czegoś nowego.
Jest o powracaniu.
Do tego, co prawdziwe.
Do tego, co żywe.
Do siebie. ![]()
![]()
![]()
I jeszcze ta pełnia…
