Moja podróż – mój prezent (Peru 2026)
Moja podróż – mój prezent
Moja podróż do Peru jest prezentem, który zrobiłam sobie z okazji 40stych urodzin.
To ważny rok.
Pierwsze urodziny w nowym życiu.
I pierwsza wielka wyprawa w moim pierwszym roku po…narodzinach.
Po szeregu podróży w ostatnich miesiącach w najdalsze zakamarki siebie przyszedł czas na podróż daleko od wszystkiego.
I jednocześnie bliżej niż kiedykolwiek.
Bo to kolejny krok w podróży do domu.
Do siebie.
Moja wyprawa zaczyna się w Limie.
Od spotkania z Oceanem.
Archetypu Wielkiej Matki.
Ocean od wieków symbolizuje źródło życia, początek i koniec.
Miejsce, z którego przychodzimy.
I do którego czasem potrzebujemy wrócić, żeby przypomnieć sobie, kim jesteśmy.
I czuję, że to nie przypadek, że najpierw spotykam właśnie wodę.
Zanim wejdę na wysokość.
Zanim spotkam góry.
Zanim ruszę dalej.
Jakby życie szeptało:
„Zanim wejdziesz wyżej, wróć do źródła.”
To jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w oceanie.
Góry budzą zachwyt.
Ocean rozpuszcza.
Nie interesują go moje role.
Moje osiągnięcia.
Moje maski.
Historie, które opowiadałam o sobie przez lata.
Przy oceanie wszystko to na chwilę staje się mniejsze.
Pozostaje tylko człowiek.
Oddychający.
Czujący.
Żywy.
Więc stoję przed nim i myślę:
Przychodzę taka, jaka jestem.
Nie muszę niczego osiągać.
Nie muszę niczego udowadniać.
Pozwalam sobie zostać przyjęta przez życie.
Bo przecież ocean jest początkiem tej opowieści.
Zanim pójdę dalej…
Zanim pójdę wyżej…
Życie daje mi więc spotkanie z czymś ogromnym, miękkim i nieskończonym.
Jakby mówiło:
Pamiętaj.
Nie jesteś tutaj po to, żeby zdobywać kolejne szczyty.
Jesteś tutaj po to, żeby wrócić do siebie.
