Ołtarz Pachamamy i mury Inków (Peru 2026)
Kolejne zatrzymanie w Cusco. Przy ołtarzu Pachamamy i murach Inków.
Po oceanie, który przypomniał mi o źródle.
Po pustyni, która zabrała to, co zbędne.
Po Balkonie Diabła, w którym światło spotyka się z cieniem, by dać mu uznanie.
Tutaj spotykam ziemię.
To, co stabilne.
To, co podtrzymuje.
To, co nie potrzebuje udowadniać swojej wartości.
W andyjskiej tradycji Pachamama nie jest tylko boginią.
Jest żywą relacją z ziemią, naturą i życiem.
Przypomnieniem, że nie jesteśmy oddzieleni od świata, ale jesteśmy jego częścią.
A gdy patrzyłam później na mury Inków, pomyślałam o kamieniach, które przetrwały setki lat.
Każdy z nich jest inny i jednocześnie starannie dobrany,
więc razem tworzą coś niezwykle trwałego.
Jest w tym coś głęboko ludzkiego.
Przez wiele lat próbowałam dopasować siebie do świata.
A te mury przypomniały mi coś zupełnie innego.
Nie muszę być taka jak inni.
Nie muszę mieścić się w cudzych formach.
Potrzebuję jedynie znaleźć swoje miejsce.
Ocean mówił: „Wróć do źródła.”
Pustynia mówiła: „Zostaw to, czym już nie jesteś.”
Balkon Diabła szeptał: „Nie bój się spojrzeć na to, co było ukryte.”
A Pachamama i mury Inków przypomniały mi: „Zaufaj temu, co już w sobie zbudowałaś.”
Bo czasem siła nie rodzi się ze zdobywania kolejnych szczytów.
Czasem rodzi się z zakorzenienia.
Z poczucia przynależności.
Z uznania własnej historii.
I może właśnie dlatego wzruszenie przychodziło…
Nie dlatego, że oglądałam niezwykłe miejsca.
Ale dlatego, że w każdym z nich spotykałam kolejny fragment siebie.
